O tym skąd w Konstantynopolu wziął się Mickiewicz i jak do dziś trwa o nim pamięć

O tym jak komuniści chcieli uczcić Mickiewicza

Muzeum Adama Mickiewicza w Stambule powstało w 1955 r. gdy w Polsce hulał komunizm, również na płaszczyźnie kulturowej. Owocowało to szykanowaniem i tępieniem wielu przejawów narodowej twórczości artystycznej. Mickiewicz miał to przewrotne szczęście, że niektóre z jego utworów mogły sugerować iż sympatyzuje z nimi, a to za sprawą Do przyjaciół Moskali, a to dzięki Sonetom Krymskim.

Przyjaciele Moskale odwrócili się od nieżyjącego poety dopiero po wystawieniu znamiennych Dziadów, które pokazały, że co prawda poeta stepami Akermanu się zachwycał, ale Moskwą już niekoniecznie. Niemniej jednak gdy zbliżała się okrągła – setna rocznica śmierci wieszcza władze postanowiły uczcić to wydarzenie. Najlepszym do tego miejscem był Stambuł, który był daleko jednak z poetą się wiązał z powodu śmierci tegoż.

O tym jak poeta budował legion polski

Sam Mickiewicz do Konstantynopola dotarł z pobudek politycznych. Rosja z wyniku wygranej przez siebie wojny krymskiej zjednała sobie wielu wrogów. A to w postaci Turcji, w której przestrzeń mocno zaingerowała, a to w postaci wielu krajów europejskich, których poczucie stabilności ekonomicznej mocno się zachwiało, gdyż Rosja zaczęła kontrolować wiele szlaków handlowych.

SONY DSC

Interes Turcji ucierpiał jednak najbardziej, przez co Polacy zaczęli upatrywać w niej swojego naturalnego sojusznika. W myśl idei, że wspólny wróg jednoczy. Wielu Polaków upatrywało możliwości odzyskania niepodległości pod auspicjami tureckimi. Oczekiwano, że skoro Turcy będą próbowali wziąć odwet na Rosjanach, to ci idąc w odwrót oddadzą nie tylko zagarnięte tereny tureckie, ale siłą rozpędu również i zwrócą nam ziemie polskie. Taka idea ogarnęła i Mickiewicza, oraz paryski Hotel Lambert, z którym był związany. I to właśnie ten obóz wysłał poetę do Konstantynopola z misją utworzenia legionu polskiego. Legion miał zasilić atakujące państwa zachodnie, rozjuszone ingerencją w strefę ich wpływów, oraz wojska tureckie, które będą brały odwet na Rosji. Podejmując swoją misję Mickiewicz poznał się między innymi z Michałem Czajkowskim – Sadykiem Paszą (ale o nim kiedy indziej, bo to nieprzeciętnie bogata biografia).

SONY DSC

O tym jak śmierć wieszcza do dziś intryguje wielu

Misja poety w Konstantynopolu nie trwała długo, ponieważ do samego miasta dotarł najprawdopodobniej z początkiem listopada, a 26 tegoż miesiąca już nie żył. Diagnoza lekarska mówi, że zmarł na wylew. Szybko jednak pojawiły się informacje, że była to cholera. Co prawda, poeta z braku środków finansowych mieszkał w biednej dzielnicy, gdzie ryzyko epidemii było znaczne, jednak w tym momencie  jej nie było. Wątpliwym jest więc by cała epidemia skupiła się na jednym, choć wielkim, poecie. Na takim stanowisku stał jednak syn Mickiewicza – Władysław. Jako że krążyły pogłoski, iż otruł ojca, mógł w ten sposób odwracać od siebie uwagę. Jeszcze inna możliwość wskazuje na silne zatrucie pokarmowe, gdyż wielu z emigrantów z Polski, chciało ugościć poetę, a wiec i nakarmić, a warunki higieniczne, jak i lekkostrawność diety często nie były wzorcowe.

SONY DSC?????????????????????????????

W tym waśnie domu, w którym poeta dokonał swego żywota powstała ekspozycja jemu poświęcona. Niestety dzielnica w której mieści się dom, za czasów Mickiewicza jak i do połowy XX w. nie zmieniła statusu, wciąż mieszkali w niej biedni rzemieślnicy.SONY DSC

Wystawa więc nie była odwiedzana, bo pozostawała poza głównymi szlakami turystycznymi, popadała więc w ruinę i zapomnienie. Po latach, trzeba było na nowo zrekonstruować całość i tak od 2005 roku mieści się w kamienicy ekspozycja przygotowana przez Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, a samo muzeum trwa, gdyż jest filią Muzeum Sztuki Tureckiej i Islamskiej w Stambule.

Poeta po śmierci jeszcze jakiś czas tułał się po świecie. Do grudnia 1855 r. jego ciało przebywało w tymczasowym grobie w jego domu w Konstantynopolu, gdzie do dziś jest symboliczna mogiła. Następnie do 1890 w Paryżu, by na koniec spocząć na Wawelu.

O tym jak trudno odnaleźć Mickiewicza w Stambule

Mickiewicz wielkim poetą był. A moje życie jest w jakimś niewielkim stopniu zdeterminowane przez tę postać. A to przez ulicę przy której mieszkam. A to przez liceum do którego chodziłam. A, że do matury cztery lata się przygotowywałam (nie, nie przez fakt braku promocji, ja po prostu jestem niereformowana), to postać wieszcza wryła mi się w psychikę niezaprzeczalnie. Pierwszy więc wpis mój na blogu mym siłą rzeczy musi należeć do niego. Jak również pierwsza wizyta ma w Stambule nie mogła obyć się bez odwiedzin domu wieszcza.

Dotarcie do kamienicy w której poeta dokonał swojego żywota już samo w sobie jest przygodą. Co prawda strona Konsulatu RP w Stambule podaje adres, przewodniki też go podają, ale kluczenie po zaułkach Stambułu sprawia, że gdyby nie życzliwość mieszkańców, byłoby to okupione ogromnym trudem. A kto wie, czy nie dalibyśmy za wygraną. Na szczęście byli Turcy chętni do pomocy. Pytani, jeśli samo nie wiedzieli, szybko podpytywali kolegów z sąsiedniego sklepu i po krótkiej konsultacji pokazywali nam którą dróżką trzeba podążać. I nie trzeba było nawet znać żadnego wspólnego języka. Adam Mickiewicz ma swoją ulicę. I co pewnie nie jest zaskakujące praktycznie przy jej narożniku mieści się dom – dziś Muzeum, więc brzmienie słów „Adam Mickiewicz” wydaję się znajome w uszach miejscowych, co znacznie ułatwia nasz dialog na migi. Potem już pojawiają się strzałki kierujące do Muzeum. Dojechaliśmy.

Miało być otwarte, nie było. Pokręciliśmy się więc tylko w kółko. Z uznaniem pokiwaliśmy frontowej ścianie i drzwiom przez których próg nie było dane nam przestąpić. Porobiliśmy pamiątkowe zdjęcia pamiątkowym tablicom na fasadzie. I już chcieliśmy wrócić, ale podobnie jak przyjazd, odwrót również okazał się skomplikowany. Pomoc miejscowych po raz wtóry okazała się niezbędna.

To był wyjazd uniwersyteckiego Koła Naukowego Studentów Biblistyki, mieściliśmy się akurat w niewielkiego busa. Utknęliśmy w ciasnej uliczce, na niewielkim wzniesieniu. Kierowca dwoi się i troi, ale i tak nie może złamać busa. Za ciasno. Jednak rodak rodakowi w potrzebie pomoże. Pan ze sklepu, który był feralnie ustawiony na samym rogu, podnosi się z krzesełka, zbiera szybciutko ekspozycję warzyw i owoców i pozwala nam praktycznie wjechać w witrynę sklepu, czym ratuje nam życie, a przynajmniej powrót. Niestety to nie koniec. Gdy już kierowcy udało się stanąć przodem do tyłu, auto gaśnie. I nic. Nie zapala. Wysiadamy, myślimy. Podchodzą miejscowi panowie i proponują, że nas popchną. I tak pół ulicy sklepikarzy napiera na tył naszego środka transportu i wprawia go w ruch. Na szczęście było z górki.

Wspólnymi siłami

Nam udało się z niejakim trudem dojechać, a potem wrócić. Ale skąd Mickiewicz wziął się w Stambule? I czy jemu również udało się z niego wrócić? O tym popełnię drugi wpis. Blogowanie chyba mi się spodoba 😉