Wszystkie wpisy, których autorem jest Mariola Serafin

Jestem pilotem turystycznym. Dzięki temu mogę nie tylko podróżować, ale i opowiadać innym o swoich fascynacjach. Niestety, samo opowiadanie w którymś momencie wydało mi się niewystarczające i tak zrodził się we mnie pomysł założenia bloga.

„Mur Bezpieczeństwa”

Nawiązując do tego, że z wielu fal radiowych, kanałów TV, liter ułożonych w słowa i zdania dowiadujemy się ostatnio, że Mur Berliński runął, chciałam podzielić się z Wami zdjęciami z innego muru, który jeszcze (niestety) nie runął, a (co gorsze) wciąż powstaje. Rzecz będzie o murze pomiędzy Izraelem a Zachodnim Brzegiem Jordanu.

DSCF2490

Trochę obawiam się tego wpisu. Chciałabym uniknąć pójścia ścieżką, która zawiedzie mnie w meandry polityki. Ale ten mur już sam z siebie jest polityką. A i ja już „użyłam” polityki, choćby przez postawienie cudzysłowu w tytule, świadczącego o tym, że nie uważam tej nazwy za oddającą rzeczywistość do jakiej się odnosi. Czy też stawiając nawiasy ze słowami nacechowanymi emocjonalnie: (niestety) i (co gorsze). I chciałabym na tym poprzestać, bo sytuacja jest, niestety, patowa. Każda ze stron szafuje argumentami, każda ma swoje racje, ale i każda dużo brudu za paznokciami.

DSCF2500

Mur Bezpieczeństwa zaczął powstawać w wyniku decyzji rządu Izraelskiego w 2002 r. i budowa poszczególnych odcinków trwa do dziś. Celem budowy była próba zapewnienia bezpieczeństwa Izraelczykom. Od 2000 r. trwała bowiem Intifada Al – Aksa i wielu zamachowców samobójców przedostawało się ze strefy autonomicznej do Izraela. Mur od początku wzbudzał wiele kontrowersji, tym bardziej, że ustawa mówiła, że będzie on usytuowany wzdłuż linii granicznej z 1949 r. co, niestety, nie jest w pełni respektowane i dochodzi do nadużyć i zagrabiania ziemi przez Izrael.

DSCF2502

Dla jednych Mur miał być zapewnieniem spokojnego snu, dla innych stał się swoistym „aresztem domowym”, a dla Banksyego i jemu podobnych powstała nowa przestrzeń, by wyrazić się artystycznie, a przy okazji i politycznie. Wszystkie prace powstają tylko po palestyńskiej stronie.

DSCF2506

Pod imieniem Banksy kryję się brytyjski artysta grafficiarz, którego ani imienia nie możemy być pewni, ani tego jak wygląda. Pewną ma natomiast kreskę, a jego prace podbijają świat. Na rzeczonym murze odcisnął swoje przesłanie artystyczno – pacyfistyczne w 2005 r.

DSCF2488

 

Fani Banksyego mogą odwiedzić sklep sygnowany jego imieniem w Betlejem niedaleko checkpointu. Można tam kupić pamiątki z reprodukcjami jego prac.

 

 

Liebster Blog Award

images
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia”

Ale się porobiło. Koleżanka, z którą mając lat naście i ledwo „dzieścia”, nie raz przyszło nam konie kraść (Kasia Bieleniewicz http://tuzprzyuchu.pl/) , nominowała mnie w zabawie dla blogerów. Czuję się dumna i przejęta, bo bloger ze mnie żaden i co wpis obiecuję poprawę. To raz, a dwa podjęłam się odpowiedzieć na jej listę pytań i wytypować kolejnych blogerów.

Zobaczmy co z tego wynikło:

1. Co Cię najbardziej motywuje?

Motywuje mnie narzucane samej sobie przekonanie, że coś jest w zasięgu mojej ręki. Inaczej rzecz ujmując: „dla chcącego nic trudnego”.

2. Książka która była dla Ciebie drogowskazem/natchnieniem do działania.

To pytanie jest zbyt trudne, ale ostatnimi czasy czuję powiew natchnienia na twarzy, gdy przy odkurzaniu półek natknęłam się na „126 dni na „kanapie”. Motocyklem dookoła świata” Pana Tomasza Gorazdowskiego.

Nie pytajcie mnie czemu, bo jeszcze nie wiem co z tego wyniknie, Aha, a motorem jeździć nie umiem.

3. Co najdziwniejszego jadłeś/aś?

Nasiona Szyszki Syberyjskiej – dzięki Asiu.

4. Gdybyś miał/a wybrać jedno miejsce, gdzie chciałbyś mieszkać?

Odmawiam odpowiedzi na to pytanie 😉

No, chyba, że byłyby to moje Mrozy, ale musiałyby mieć w sobie element tego i owego 😉

5. Za co cenisz siebie najbardziej?

Za umiejętność dobierania sobie fantastycznych przyjaciół. Wielokrotnie przyłapuję się na tym, że otaczają mnie świetni ludzie. Muszę pilnować by tak zostało.

6. Twój największy sukces.

Jeszcze jest w fazie przygotowań.

7. Poleć mi trzy fajne książki.

„126 dni na „kanapie”. Motocyklem dookoła świata” T. Gorazdowski – jeśli chcesz wiedzieć co mi ostatnio w duszy gra,

„Opowieść o Despero. Historia myszki, księżniczki, zupy i szpulki nici” K. Di Camillo – gdy będziesz czytać dzieciom bajki miej i sama z tego przyjemność,

„Legion” E. Cherezińska – świetna, nowocześnie napisana, elokwentna i dowcipna, a zarazem bardzo dojrzała powieść o Żołnierzach Wyklętych.

8. Najfajniejsza gra/zabawa z Twojego dzieciństwa.

Nie umiem wybrać pomiędzy łażeniem po lesie i wyszukiwaniem drzew na które da się wejść, a jeżdżeniem środkiem ulicy na rowerze składaku i darciem ryja ile wlezie.

9.  Dlaczego tęcza ma tyle kolorów?

Bo pozostałe zwinął na sweter ten skrzat, co to siedzi na końcu tęczy i pilnuje garnka ze złotem.

10. Kawa czy herbata?

IMAG0466

Kawa – po arabsku,

herbata – z imbirem, cytryną i miodem takim od mamusi z pasieki.

11. I co z tą Polską?

20141009_124604

Będzie dobrze. Potrzeba tylko: dużo modlitwy, wielu mądrych głów, ton życzliwości i szczypty wyrozumiałości.

Nadejszla wiekopomna chwila bym teraz ja wytypowała kolejne blogi. Pozwolę sobie odroczyć to przedsięwzięcie, do momentu, aż zacznę czytać blogi i znajdę takie, które mają mniejszą popularność od mojego – a to wyzwanie 😉

Mam nadzieję, że bawiliście się ze mną dobrze, mi było miło obnażyć kawałek duszy 🙂

20140922_172400

 

Morze Martwe – największa depresja

m.martwe

Dawno nic nie napisałam i aż mi wstyd z tego powodu. Niemalże popadłam w depresję, gdy spojrzałam, że dwa pierwsze a zarazem ostatnie wpisy pochodzą z minionego już Anno Domini. Śpieszę więc nadrobić tę karygodną nieodpowiedzialność z mojej strony.

Największa depresja w jaką przyszło mi wpaść

cos 150

Napisałam powyżej, że o mało nie popadłam w depresję z powodu zaniedbań blogowych. To sprawiło, że pierwszy wpis „odświeżający” będzie właśnie o depresji.

Najniższe miejsce na świecie w jakim przyszło mi być to Morze Martwe. Dziś jest ono usytuowane ok – 418 metrów poniżej poziomu Morza Śródziemnego. Jest to największa depresja po jakiej można kroczyć suchą stopą.

M.Martwe

Depresja ta powiększa się z roku na rok. A obniżanie lustra wody w Morzu Araby (bo i taka nazwa funkcjonuje) jest zauważalne gołym okiem.  Pokusiłam się o sprawdzenie, kiedy byłam tam pierwszy raz. Było to w 2007 roku, ostatnio – 2 tygodnie temu. Różnica jest kolosalna. Co na to wpływa? Po pierwsze: klimat, jest ciepło i coraz cieplej, a powietrze jest suche, co powoduje znaczne parowanie, które przyśpiesza jeszcze obecność minerałów zawartych w wodzie podatnych na ten proces. Po drugie: ogromna eksploracja tego terenu. Z Morza wydobywa się na ogromną skalę minerały, a to na kremiki, maseczki itp. , a to w innych celach, które mało mają wspólnego ze sferą estetyczną, za to z przemysłową ogromnie dużo. Jest ono nawet producentem asfaltu, stąd Morze Asfaltowe to jeszcze jedno z jego imion. I po trzecie: brak bieżącej wody, która zasiliłaby zbiornik. Na chwilę obecną jedynym pewnym ciekiem wodnym, który zasila Morze Słone (takie małe to jeziorko, a tyle imion) jest rzeka Jordan. A i ona zanim dopłynie do swego ujścia, to jest mocno osłabiona. Pozostałe cieki, to rzeki sezonowe, które spływają w porze deszczowej z pustyni. A tych też ubywa, z tego względu, że pustynia jest eksplorowana. Próbuje się ją pozyskać dla człowieka. I jest to już kolejna ingerencja ludzka, która działa niszcząco na naturę.

pustynia 001

Instrukcja obsługi naturalnego SPA

Zbawienne właściwości minerałów występujących w Morzu Martwym odkryła już Kleopatra. Miała nawet prawo do wyłącznego pozyskiwania glinki i innych dobrodziejstw, które niesie ze sobą. Później w średniowieczu ludzie  doszli to wniosku, że skoro żadne ryby tam nie pływają, to musi być ono straszliwie toksyczne, a jego wyziewy trujące. Trzeba się więc go wystrzegać. Żeby tego było mało, na jego dnie najprawdopodobniej znajduje się legendarna Sodoma, która z powierzchni ziemi zniknęła przy pomocy deszczu siarki, a siarki w Morzu też jest pod dostatniej. Tym bardziej więc trzeba unikać tego podwodnego cmentarzyska.

DSCF2723

Dziś Morze Słone znów powróciło do łask i jest jedną z niewielu okazji, kiedy możemy oficjalnie i bez skrępowania obrzucić się nawzajem błotem. Jak to robić?

Najpierw musimy sprawdzić, czy nie mamy jakichś ran czy zadrapań, bo zdyskwalifikowałyby by nas. Zasolenie jest tak duże (ok. 22 % – 28 %), że byle zadrapanie odczulibyśmy jak dawną torturę
z posypywaniem solą żywych ran.

DSCF2748

 

Woda jest ciepła i ma konsystencję oleistą, a do tego znaczną wyporność, stąpamy więc po jej dnie ostrożnie, tym bardziej, że może być ono niestabilne, śliskie od glinki, lub z formacjami ze skrystalizowanej soli. Staramy się nie chlapać na innych, by nikomu nie nachlapać w oko. Pamiętajmy o średniowiecznych torturach!
Jest to raj dla niepływających pływaków, gdyż można swobodnie unosić się na powierzchni.

Pływanie pływaniem, ale najważniejsze to: sięgamy do dna po wielką garść glinki, smarujemy się cali, wystawiamy do słońca by obeschnąć, spłukujemy. Potem znów i znów i aż do znudzenia. Podobno taka kąpiel potrafi odjąć człowiekowi i 20 lat. Oto i ja w trakcie kuracji 😉
m.martwe

 P. S. Piszę, bo zostałam zrugana przez tłitera, że za krótko. A więc rozszerzam.
Wysychanie jest poważnym problemem i szuka się środków zaradczych. Najlepiej by było, jakby klimat się oziębił i nie trzeba by się już martwić. Ale pogoda jak na złość nie chce współpracować. Inny pomysł, to zaprzestanie eksploracji na tak szeroką skalę, ale jako że w grę wchodzą ogromne pieniądze, zaniechano tego pomysłu. Jedyny jaki znaleziono, to przekopanie kanału z Morza Czerwonego. Plan ten jest forsowany od 2005 r., ale napotyka na wiele sprzeciwów. Egipt nie wyraża zgody, bo to może zrujnować faunę i florę w M. Czerwonym. Innym znakiem zapytania jest to, jak będą zachowywały się wody M. Martwego, jak wprowadzone do nich zostaną te inne.

Optymiści natomiast mówią, że nie ma się co martwić, bo już ok 120 tys. lat temu raz Morze Araby wyschło, a potem odrodziło się jak feniks z popiołów. wystarczy wiec poczekać, aż samo się napełni. Tylko co na to czakanie mają poradzić np. właściciele hoteli, którzy niby są w pierwszej linii brzegowej, ale ten brzeg gdzieś tam majaczy w oddali na horyzoncie.

O tym skąd w Konstantynopolu wziął się Mickiewicz i jak do dziś trwa o nim pamięć

O tym jak komuniści chcieli uczcić Mickiewicza

Muzeum Adama Mickiewicza w Stambule powstało w 1955 r. gdy w Polsce hulał komunizm, również na płaszczyźnie kulturowej. Owocowało to szykanowaniem i tępieniem wielu przejawów narodowej twórczości artystycznej. Mickiewicz miał to przewrotne szczęście, że niektóre z jego utworów mogły sugerować iż sympatyzuje z nimi, a to za sprawą Do przyjaciół Moskali, a to dzięki Sonetom Krymskim.

Przyjaciele Moskale odwrócili się od nieżyjącego poety dopiero po wystawieniu znamiennych Dziadów, które pokazały, że co prawda poeta stepami Akermanu się zachwycał, ale Moskwą już niekoniecznie. Niemniej jednak gdy zbliżała się okrągła – setna rocznica śmierci wieszcza władze postanowiły uczcić to wydarzenie. Najlepszym do tego miejscem był Stambuł, który był daleko jednak z poetą się wiązał z powodu śmierci tegoż.

O tym jak poeta budował legion polski

Sam Mickiewicz do Konstantynopola dotarł z pobudek politycznych. Rosja z wyniku wygranej przez siebie wojny krymskiej zjednała sobie wielu wrogów. A to w postaci Turcji, w której przestrzeń mocno zaingerowała, a to w postaci wielu krajów europejskich, których poczucie stabilności ekonomicznej mocno się zachwiało, gdyż Rosja zaczęła kontrolować wiele szlaków handlowych.

SONY DSC

Interes Turcji ucierpiał jednak najbardziej, przez co Polacy zaczęli upatrywać w niej swojego naturalnego sojusznika. W myśl idei, że wspólny wróg jednoczy. Wielu Polaków upatrywało możliwości odzyskania niepodległości pod auspicjami tureckimi. Oczekiwano, że skoro Turcy będą próbowali wziąć odwet na Rosjanach, to ci idąc w odwrót oddadzą nie tylko zagarnięte tereny tureckie, ale siłą rozpędu również i zwrócą nam ziemie polskie. Taka idea ogarnęła i Mickiewicza, oraz paryski Hotel Lambert, z którym był związany. I to właśnie ten obóz wysłał poetę do Konstantynopola z misją utworzenia legionu polskiego. Legion miał zasilić atakujące państwa zachodnie, rozjuszone ingerencją w strefę ich wpływów, oraz wojska tureckie, które będą brały odwet na Rosji. Podejmując swoją misję Mickiewicz poznał się między innymi z Michałem Czajkowskim – Sadykiem Paszą (ale o nim kiedy indziej, bo to nieprzeciętnie bogata biografia).

SONY DSC

O tym jak śmierć wieszcza do dziś intryguje wielu

Misja poety w Konstantynopolu nie trwała długo, ponieważ do samego miasta dotarł najprawdopodobniej z początkiem listopada, a 26 tegoż miesiąca już nie żył. Diagnoza lekarska mówi, że zmarł na wylew. Szybko jednak pojawiły się informacje, że była to cholera. Co prawda, poeta z braku środków finansowych mieszkał w biednej dzielnicy, gdzie ryzyko epidemii było znaczne, jednak w tym momencie  jej nie było. Wątpliwym jest więc by cała epidemia skupiła się na jednym, choć wielkim, poecie. Na takim stanowisku stał jednak syn Mickiewicza – Władysław. Jako że krążyły pogłoski, iż otruł ojca, mógł w ten sposób odwracać od siebie uwagę. Jeszcze inna możliwość wskazuje na silne zatrucie pokarmowe, gdyż wielu z emigrantów z Polski, chciało ugościć poetę, a wiec i nakarmić, a warunki higieniczne, jak i lekkostrawność diety często nie były wzorcowe.

SONY DSC?????????????????????????????

W tym waśnie domu, w którym poeta dokonał swego żywota powstała ekspozycja jemu poświęcona. Niestety dzielnica w której mieści się dom, za czasów Mickiewicza jak i do połowy XX w. nie zmieniła statusu, wciąż mieszkali w niej biedni rzemieślnicy.SONY DSC

Wystawa więc nie była odwiedzana, bo pozostawała poza głównymi szlakami turystycznymi, popadała więc w ruinę i zapomnienie. Po latach, trzeba było na nowo zrekonstruować całość i tak od 2005 roku mieści się w kamienicy ekspozycja przygotowana przez Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, a samo muzeum trwa, gdyż jest filią Muzeum Sztuki Tureckiej i Islamskiej w Stambule.

Poeta po śmierci jeszcze jakiś czas tułał się po świecie. Do grudnia 1855 r. jego ciało przebywało w tymczasowym grobie w jego domu w Konstantynopolu, gdzie do dziś jest symboliczna mogiła. Następnie do 1890 w Paryżu, by na koniec spocząć na Wawelu.

O tym jak trudno odnaleźć Mickiewicza w Stambule

Mickiewicz wielkim poetą był. A moje życie jest w jakimś niewielkim stopniu zdeterminowane przez tę postać. A to przez ulicę przy której mieszkam. A to przez liceum do którego chodziłam. A, że do matury cztery lata się przygotowywałam (nie, nie przez fakt braku promocji, ja po prostu jestem niereformowana), to postać wieszcza wryła mi się w psychikę niezaprzeczalnie. Pierwszy więc wpis mój na blogu mym siłą rzeczy musi należeć do niego. Jak również pierwsza wizyta ma w Stambule nie mogła obyć się bez odwiedzin domu wieszcza.

Dotarcie do kamienicy w której poeta dokonał swojego żywota już samo w sobie jest przygodą. Co prawda strona Konsulatu RP w Stambule podaje adres, przewodniki też go podają, ale kluczenie po zaułkach Stambułu sprawia, że gdyby nie życzliwość mieszkańców, byłoby to okupione ogromnym trudem. A kto wie, czy nie dalibyśmy za wygraną. Na szczęście byli Turcy chętni do pomocy. Pytani, jeśli samo nie wiedzieli, szybko podpytywali kolegów z sąsiedniego sklepu i po krótkiej konsultacji pokazywali nam którą dróżką trzeba podążać. I nie trzeba było nawet znać żadnego wspólnego języka. Adam Mickiewicz ma swoją ulicę. I co pewnie nie jest zaskakujące praktycznie przy jej narożniku mieści się dom – dziś Muzeum, więc brzmienie słów „Adam Mickiewicz” wydaję się znajome w uszach miejscowych, co znacznie ułatwia nasz dialog na migi. Potem już pojawiają się strzałki kierujące do Muzeum. Dojechaliśmy.

Miało być otwarte, nie było. Pokręciliśmy się więc tylko w kółko. Z uznaniem pokiwaliśmy frontowej ścianie i drzwiom przez których próg nie było dane nam przestąpić. Porobiliśmy pamiątkowe zdjęcia pamiątkowym tablicom na fasadzie. I już chcieliśmy wrócić, ale podobnie jak przyjazd, odwrót również okazał się skomplikowany. Pomoc miejscowych po raz wtóry okazała się niezbędna.

To był wyjazd uniwersyteckiego Koła Naukowego Studentów Biblistyki, mieściliśmy się akurat w niewielkiego busa. Utknęliśmy w ciasnej uliczce, na niewielkim wzniesieniu. Kierowca dwoi się i troi, ale i tak nie może złamać busa. Za ciasno. Jednak rodak rodakowi w potrzebie pomoże. Pan ze sklepu, który był feralnie ustawiony na samym rogu, podnosi się z krzesełka, zbiera szybciutko ekspozycję warzyw i owoców i pozwala nam praktycznie wjechać w witrynę sklepu, czym ratuje nam życie, a przynajmniej powrót. Niestety to nie koniec. Gdy już kierowcy udało się stanąć przodem do tyłu, auto gaśnie. I nic. Nie zapala. Wysiadamy, myślimy. Podchodzą miejscowi panowie i proponują, że nas popchną. I tak pół ulicy sklepikarzy napiera na tył naszego środka transportu i wprawia go w ruch. Na szczęście było z górki.

Wspólnymi siłami

Nam udało się z niejakim trudem dojechać, a potem wrócić. Ale skąd Mickiewicz wziął się w Stambule? I czy jemu również udało się z niego wrócić? O tym popełnię drugi wpis. Blogowanie chyba mi się spodoba 😉