Archiwa tagu: Polska

Polska, Polin – Tu odpocznij

Dziś w radio zostałam zapytana o to, jak nas, Polaków, postrzega się w Izraelu (tu do posłuchania) W obecnym czasie, pełnym najróżniejszych emocji, wybijających się na pierwszy plan skrajnych poglądów, a nawet kłamstw rzucanych pomiędzy Polskę, a Izrael pytanie to jest naturalne. Od wielu lat regularnie krążę pomiędzy tymi krajami, spędzam w Izraelu wiele czasu, poznaję różnych ludzi w sytuacjach, które pozwalają mi budować wielowymiarowy obraz tamtego społeczeństwa.

Chciałam tu przedstawić dwie sytuacje, które są niezwykle ważne dla mnie osobiście, jak i rozwinąć w nich odpowiedź na powyżej zadane pytanie. Ponieważ czas antenowy audycji był dzisiaj dość krótki, proszę Czytelników, żeby zechcieli zerknąć na to rozwinięcie mojej porannej wypowiedzi.

Spotkanie w Jerozolimie

Pierwsza sytuacja miała miejsce w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie, kiedy oprowadzałam tam grupę turystów. Grupa nawiedzała Golgotę, mnie korzystając z chwili mojej przerwy w pracy zagaił piękną, sienkiewiczowską polszczyzną pewien starszy pan. Na marginesie, jedną z cech, jaką lubię u Izraelczyków jest łatwość rozpoczynania rozmów z obcymi ludźmi. Okazało się, że powodem zagadnięcia był fakt, że mówiłam po polsku. Starszy człowiek chciał dowiedzieć się czegoś o mnie, ale także opowiedzieć o sobie. W trakcie rozmowy okazało się, że ma już ponad 90 lat. Został uratowany przez polską rodzinę gdzieś na Kresach. Jemu, jako jedynemu z całej rodziny udało się przeżyć Zagładę. Już jako dorosły człowiek zamieszkał w Izraelu, założył własną rodzinę, miał dzieci i wnuki. Nigdy jednak nie zapomniał o tych, którzy uratowali mu życie i przez długi czas stanowili jego jedyną rodzinę. Utrzymywali regularne kontakty. W momencie gdy spotkaliśmy się na Golgocie oprowadzał właśnie dwie wnuczki ludzi, którzy dali mu schronienie. Jak sam powiedział, on jest Żydem, ale wie, że Grób Pański to ważne miejsce dla chrześcijan, więc zależało mu na tym, by im go pokazać. Miał ze sobą album ze zdjęciami, który wspólnie obejrzeliśmy. Pierwsze ze zdjęć pochodziły jeszcze sprzed wojny. Były to przejmujące fotografie rodzinne na tle tak typowych dla krajobrazu Polski kapliczek przydrożnych. Ostatnie ze zdjęć to już maleńkie dzieci, kolejne pokolenie. I tak przeglądając ten nieduży album prześledziliśmy całe życie tego pana (nie wiem nawet jak ma na imię).

To spotkanie, tamta opowieść, której nie zapomnę, było dla mnie powodem do głębokiego wzruszenia, bo w jego i jemu podobnych historiach wyraża się to, co jest wybite na medalach Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, a co jest zaczerpnięte z Talmudu Babilońskiego:

„ Jeśli człowiek ratuje jedno życie, to jest tak, jak gdyby uratował cały świat .”

Do niedawna w Yad Vashem sadzono drzewa ku czci Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Z powodu braku miejsca dziś imiona Sprawiedliwych umieszcza się na specjalnych tablicach.
Spotkanie w Polsce

Druga z historii opowie o starszej pani, która przyjechała z Izraela do mojej rodzinnej miejscowości i udała się do Urzędu Gminy, by dość archaiczną polszczyzną z domieszką angielskiego lub hebrajskiego tam, gdzie brakowało jej słów polskich, dowiedzieć się czegoś o mieście, z którego pochodził jej ojciec. Na szczęście w urzędzie trafiła na moją koleżankę, która nie mogąc jej w pełni pomóc skontaktowała ją ze mną i tak rozpoczęła się nasza wspólna przygoda. Także i moja, bo dzięki historii jej rodziny poznawałam własne miasto patrząc przez zupełnie inny pryzmat, jako miasteczka wielokulturowego i kurortu turystycznego. Z Mrozów pochodził jej ojciec, mieszkał jednak w Warszawie, a tu przyjeżdżał tylko na wakacje. Był to okres jeszcze przedwojenny i te sielankowe, dziecięce wakacje musiały mu zapaść głęboko w pamięć, bo jak opowiadała Lea (tak miała na imię), opowiadał o nich z ogromnym sentymentem. Gdy przyjechała więc po raz pierwszy do Polski nie mogła sobie więc odmówić przyjazdu, by sprawdzić, czy rzeczywiście tata miał rację. Potwierdziła mi z entuzjazmem, że tak. Zrobiłyśmy szeroki objazd opowiadając sobie nawzajem dzieje bliższe i dalsze. Najbardziej poruszyła Leę historia związana z Dziećmi Zamojszczyzny. Transporty kolejowe z dziećmi przejeżdżały przez Mrozy. Raz okolicznym mieszkańcom udało się zorganizować akcję ratowania dzieci. Gdy pociąg zjechał na bocznicę, dróżnicy zabrali konwojentów do stróżówki i tam w cieple nie szczędzili im alkoholu. W tym czasie pod torowisko podjeżdżali chłopi furmankami, na które zabierali małych więźniów. Umieszczono dzieci najpierw w zaimprowizowanym szpitalu, potem rozwieziono do rodzin, które podjęły się opieki nad nimi. Na pamiątkę tego wydarzenia na budynku dworca kolejowego jest tablica pamiątkowa. Moja nowa przyjaciółka gdy skończyłam opowiadać, wykrzyknęła: dlaczego ja o tym nigdy nie słyszałam! Musicie o tym opowiadać!

Od tamtej pierwszej wizyty w Polsce i Mrozach, Lea co roku przyjeżdża latem do Polski na wakacje. Podobno żałuje, że dopiero teraz (ma ponad 70 lat). Piszemy do siebie maile, wysyłamy życzenia z okazji żydowskich i katolickich Świąt.

Mam szczęście do ludzi!

Yad Vashem. Labirynt miast i gmin, w których do Drugiej Wojny Światowej były gminy wyznaniowe żydowskie.