Archiwa tagu: Stambul Mickiewicz Muzeum Mickiewicza

O tym jak trudno odnaleźć Mickiewicza w Stambule

Mickiewicz wielkim poetą był. A moje życie jest w jakimś niewielkim stopniu zdeterminowane przez tę postać. A to przez ulicę przy której mieszkam. A to przez liceum do którego chodziłam. A, że do matury cztery lata się przygotowywałam (nie, nie przez fakt braku promocji, ja po prostu jestem niereformowana), to postać wieszcza wryła mi się w psychikę niezaprzeczalnie. Pierwszy więc wpis mój na blogu mym siłą rzeczy musi należeć do niego. Jak również pierwsza wizyta ma w Stambule nie mogła obyć się bez odwiedzin domu wieszcza.

Dotarcie do kamienicy w której poeta dokonał swojego żywota już samo w sobie jest przygodą. Co prawda strona Konsulatu RP w Stambule podaje adres, przewodniki też go podają, ale kluczenie po zaułkach Stambułu sprawia, że gdyby nie życzliwość mieszkańców, byłoby to okupione ogromnym trudem. A kto wie, czy nie dalibyśmy za wygraną. Na szczęście byli Turcy chętni do pomocy. Pytani, jeśli samo nie wiedzieli, szybko podpytywali kolegów z sąsiedniego sklepu i po krótkiej konsultacji pokazywali nam którą dróżką trzeba podążać. I nie trzeba było nawet znać żadnego wspólnego języka. Adam Mickiewicz ma swoją ulicę. I co pewnie nie jest zaskakujące praktycznie przy jej narożniku mieści się dom – dziś Muzeum, więc brzmienie słów „Adam Mickiewicz” wydaję się znajome w uszach miejscowych, co znacznie ułatwia nasz dialog na migi. Potem już pojawiają się strzałki kierujące do Muzeum. Dojechaliśmy.

Miało być otwarte, nie było. Pokręciliśmy się więc tylko w kółko. Z uznaniem pokiwaliśmy frontowej ścianie i drzwiom przez których próg nie było dane nam przestąpić. Porobiliśmy pamiątkowe zdjęcia pamiątkowym tablicom na fasadzie. I już chcieliśmy wrócić, ale podobnie jak przyjazd, odwrót również okazał się skomplikowany. Pomoc miejscowych po raz wtóry okazała się niezbędna.

To był wyjazd uniwersyteckiego Koła Naukowego Studentów Biblistyki, mieściliśmy się akurat w niewielkiego busa. Utknęliśmy w ciasnej uliczce, na niewielkim wzniesieniu. Kierowca dwoi się i troi, ale i tak nie może złamać busa. Za ciasno. Jednak rodak rodakowi w potrzebie pomoże. Pan ze sklepu, który był feralnie ustawiony na samym rogu, podnosi się z krzesełka, zbiera szybciutko ekspozycję warzyw i owoców i pozwala nam praktycznie wjechać w witrynę sklepu, czym ratuje nam życie, a przynajmniej powrót. Niestety to nie koniec. Gdy już kierowcy udało się stanąć przodem do tyłu, auto gaśnie. I nic. Nie zapala. Wysiadamy, myślimy. Podchodzą miejscowi panowie i proponują, że nas popchną. I tak pół ulicy sklepikarzy napiera na tył naszego środka transportu i wprawia go w ruch. Na szczęście było z górki.

Wspólnymi siłami

Nam udało się z niejakim trudem dojechać, a potem wrócić. Ale skąd Mickiewicz wziął się w Stambule? I czy jemu również udało się z niego wrócić? O tym popełnię drugi wpis. Blogowanie chyba mi się spodoba 😉